poniedziałek, 27 czerwca 2011

runaway

przygotowania do kolonii trwają pełną parą. nienawidzę tego sprawdzania czy wszystko mam, co jeszcze muszę wyprać, co wyprasować, co kupić i załatwić. chciałabym już leżeć na parapecie naszego hotelowego okna z gorącym kubkiem w ręku. albo latać między piętrami, ale jestem w pełni świadoma, że bez tego się nie da.

kupiłam dziś torbę, o którą tak strasznie kłóciłam się z tatą.

ostatnia lekcja gry na gitarze za nami. chciałabym tam wrócić we wrześniu. będzie mi tego wszystkiego brakowało. cóż... ma się rodziców takich, a nie innych. to strasznie frustrujące, że wszystko zależy od ich kaprysów.

słyszę, że na ulicy koty znów się leją. mam nadzieję, że mój w tym nie bierze udziału. znowu

mama dała mi cudowną butelkę po martini. zrobię z niej piękny świecznik. inny niż te dotychczas

ach, idę powiesić pranie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz