Od wtorku nie panuję na swoimi nerwami. Wystarczy mała słabość i ryczę. Matma - płacz, chemia - to samo, wf - tym bardziej. Niby umiem, prócz wf-u, ale nerwy mnie zeżrą, a muszę udowodnić sobie, że umiem, a rodziców nie mogę zawieść. Tym bardziej teraz. Musiałabym odreagować, ale nie ma czasu. Wszystko będzie dobrze, powtarzam. Na razie tyle tylko mogę zrobić. Najgorsze nie jest to, że sama nie mogę poradzić sobie ze sobą, ale to, że przez moje wybuchowe emocje ranię bliskich. Dzisiaj było jednym z moich najgorszych dni w życiu. Pewnie jak zwykle przesadzam, ale po prostu nie daje rady. Wiem, jestem mięczakiem.
czwartek, 15 marca 2012
poniedziałek, 5 marca 2012
serce zwraca na posadzkę
Ciężki ten poniedziałek. Ten jeden punkt do piątki z polaka, pięć z gegry, które jakoś w ogóle nie cieszy. Do dupy z tą szkołą. Miałam dziś ochotę zostawić to wszystko i nie zważając na opinie rodziców i moje własne sumienie, olać naukę. Oczywiście później uczyłam się 3 h na pracę z romantyzmu. Zdechnę.
Niecierpliwie czekam czwartku, piątku i soboty. Urodziny, drzwi otwarte, impreza urodzinowa. Odreaguję. Ale co potem? Kolejny tydzień wyścigu szczurów. Ale po to tu chyba wszyscy jesteśmy. Żeby zmierzać się z przeciwnościami losu. Ale ja już chyba nie chcę, nie zależy mi. Może sprzątając dom, poukładam też u siebie, tam w środku.
Proszę tylko o wiosnę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)